niedziela, 28 grudnia 2014

05. Zimowa opowieść ~


Autor: Mark Helprin
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 692

Zimowa Opowieść, która kusi oko swoją okładką, nie jest młodą książką. Sama się zdziwiłam, gdy okazało się że została napisana w roku 1983, lecz mniejsza już o to, ile ma lat. Według mnie jest idealnie aktualna do naszych czasów i może to właśnie dlatego sądziłam, że pochodzi z XXI wieku xD Nie jest również cieniutką opowieścią, którą przeczytamy w jeden dzień. Posiada 692 strony, przy czym każda jest wypełniona małym, no, średnim (w zależności dla kogo) drukiem, wypełniającym prawie że całą powierzchnię strony. Na dodatek w Zimowej Opowieści dominują opisy, maaasa opisów, które są piękne, próbują jak najbardziej poruszyć naszą wyobraźnię. Nie każdemu mogą się spodobać takie opisy, wiele osób może podczas czytania ich stracić wątek i nie pamiętać co się wydarzyło wcześniej. Może też to kogoś po prostu przynudzać. To wszystko zależy od osoby i jej nastawienia do czytania. Szczerze, nie przeczytałam jeszcze całej Zimowej Opowieści xD Zostało mi przeszło 100 stron, lecz jako że jest zima i w końcu spadł śnieg, postanowiłam, że zrecenzuję trzy z czterech ksiąg, nie uwzględniając oczywiście zakończenia, którego jeszcze nie znam.

Już na wstępie poznajemy białego konia, który uciekł swojemu panu, przemierzał zaśnieżone ulice Manhattanu. Ten oto zwierzak należy do grona dość ważnych postaci i można by nawet go nazwać jednym z głównych (których poznajemy coraz to więcej, przy czym każda z nich jest tak samo ważna, oprócz jednej). Następnie poznajemy Petera Lake. To on jest właśnie według mnie postacią, która jest najbardziej ważna w tej powieści. Można to łatwo zauważyć, gdyż cała akcja kręci się wokół niego. Mimo to, mężczyzna znika w drugiej księdze i dopiero w trzeciej pojawia się ponownie, co parę rozdziałów. Jest wtedy jakby tylko dodatkiem, co mnie strasznie zdziwiło. W czwartej na powrót odzyskuje swoją, tak jakby, wartość jako główny bohater. Co można powiedzieć o nim i o białym koniu? Jest sprytną osobą, niestety o ciężkiej i niemiłej przeszłości. Na domiar złego, jeden z najgroźniejszych bandytów - Pearly - delikatnie mówiąc, chce go zabić za zdradę jakiej się dopuścił Peter Lake. Była to według mnie zdrada konieczna i wręcz słuszna. Właśnie wtedy, gdy kolejny raz uciekał przed całym gangiem, a jego szanse na ucieczkę były nikłe, natrafił na konia. Właśnie, na naszego pięknego białego konia, który z ciekawością patrzył na przebieg sytuacji. Mężczyzna bez sił i tracąc równowagę, poślizgnął się i upadł. Gdyby nie zauważył zwierzaka, które spoglądało zza szopy i nie krzyknął do niego z błaganiem, by go ratował, wszystko potoczyłoby się inaczej. Koń podbiegł do niego i schylając się szybko, dał wsiąść całkowicie nieznanemu sobie człowiekowi, ruszając przed siebie niczym zgrany zespół. Peter niestety nie ma stałego zamieszkania, jak również nie ma zawodu. No chyba, że ktoś uznaje kradzieże i włamania za zawód. Akcja toczy się dalej i co najdziwniejsze, mimo że będę się starała zaspojlerować jak najmniej, to opis, który umieszczony jest z tyłu książki według mnie za dużo mówi -.- i trochę się tym wkurzyłam, gdyż od razu wiedziało się, jak się to skończy. No ale mniejsza o to. Nasz bohater chce się włamać do kolejnego domu, a na jego celowniku pojawia się wielka rezydencja Pennów, bogatej lecz nie szczycącej się tym rodziny. Jak co roku, na święta, wyjeżdżają do małej wioski, do domu nad jeziorem, pozostawiając swoją rezydencję pustą. Oczywiście, Peter skorzystał z tej okazji i w końcu, jakimś cudem przebijając się przez zabezpieczenia, wchodzi do wnętrza budynku. Jak się okazało dom nie był pusty... A w środku znajdowała się córka Pennów, która z powodu swojej choroby postanowiła nie wyjeżdżać, by bardziej nie narażać swojego zdrowia. Tak oto się poznają. Ona nie krzyczy z przerażenia, że to włamywacz... On rezygnuje z kradzieży. W ten właśnie sposób to wszystko się zaczyna, a na imię było jej Beverly Penn.

No cóż, wiele się wydarzy jeszcze między naszymi bohaterami. Natomiast zakończenie pierwszej księgi całkowicie mnie zaskoczyło i no cóż... Zawiodło. Było to dla mnie zbyt niewyjaśnione. Na dodatek, nie dostajemy odpowiedzi na pytania od razu, tylko dochodzą kolejne w drugiej księdze, która według mnie jest głównie zapoznawcza z nowymi bohaterami. Na szczęście moje negatywne uczucia rozwiały się wraz z zakończeniem drugiej księgi, więc wy również nie zrażajcie się i czytajcie dalej, bo jest warto. Jak cała opowieść się skończy? Nie wiem, lecz jestem pewna że jak w końcu ją skończę, dopiszę mała wzmiankę na temat zakończenia. Czasem denerwowało mnie przeciąganie akcji, przez opisy, lecz według mnie jest warto. Co do bohaterów, każdy ma własne cechy, w czym innym się wyróżnia i według nie było postaci która by mnie jakoś szczególnie wkurzała lub irytowała. Oczywiście są i dobrzy i źli, lecz nie są puści, nie czynią niczego bez celu i nie poddają się od razu.


Na zakończenie dodam, że jest to bardzo czasochłonna książka, lecz pięknie przedstawiająca miłość która nie mija tak łatwo, zaufanie, zdrady i chęć dążenia do lepszego świata.  

4 komentarze:

  1. bardzo fajnie to odpisałaś :)

    obserwujemy?
    ewamaliszewskaoff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda fajnie, ale chyba książka nie dla mnie :)

    Zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam tej książki ;)
    Zapraszam do mnie :)
    www.greenpinkandcafe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie ciekawi mnie ta książka, ale ciągle tylko słyszę, że ciężko się ją czyta i odechciewa mi się za nią zabrać. Może w końcu się skuszę, zobaczymy ^^ Z tego co napisałaś, to wydaje się być piękna~

    OdpowiedzUsuń