Autor: Mark Helprin
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 692
Zimowa Opowieść, która
kusi oko swoją okładką, nie jest młodą książką. Sama się
zdziwiłam, gdy okazało się że została napisana w roku 1983, lecz
mniejsza już o to, ile ma lat. Według mnie jest idealnie aktualna
do naszych czasów i może to właśnie dlatego sądziłam, że
pochodzi z XXI wieku xD Nie jest również cieniutką opowieścią,
którą przeczytamy w jeden dzień. Posiada 692 strony, przy czym
każda jest wypełniona małym, no, średnim (w zależności dla
kogo) drukiem, wypełniającym prawie że całą powierzchnię
strony. Na dodatek w Zimowej Opowieści dominują opisy, maaasa
opisów, które są piękne, próbują jak najbardziej poruszyć
naszą wyobraźnię. Nie każdemu mogą się spodobać takie opisy,
wiele osób może podczas czytania ich stracić wątek i nie pamiętać
co się wydarzyło wcześniej. Może też to kogoś po prostu
przynudzać. To wszystko zależy od osoby i jej nastawienia do
czytania. Szczerze, nie przeczytałam jeszcze całej Zimowej
Opowieści xD Zostało mi przeszło 100 stron, lecz jako że jest
zima i w końcu spadł śnieg, postanowiłam, że zrecenzuję trzy z
czterech ksiąg, nie uwzględniając oczywiście zakończenia,
którego jeszcze nie znam.
Już na wstępie poznajemy
białego konia, który uciekł swojemu panu, przemierzał zaśnieżone
ulice Manhattanu. Ten oto zwierzak należy do grona dość ważnych
postaci i można by nawet go nazwać jednym z głównych (których
poznajemy coraz to więcej, przy czym każda z nich jest tak samo
ważna, oprócz jednej). Następnie poznajemy Petera Lake. To on jest
właśnie według mnie postacią, która jest najbardziej ważna w
tej powieści. Można to łatwo zauważyć, gdyż cała akcja kręci
się wokół niego. Mimo to, mężczyzna znika w drugiej księdze i
dopiero w trzeciej pojawia się ponownie, co parę rozdziałów. Jest
wtedy jakby tylko dodatkiem, co mnie strasznie zdziwiło. W czwartej
na powrót odzyskuje swoją, tak jakby, wartość jako główny
bohater. Co można powiedzieć o nim i o białym koniu? Jest sprytną
osobą, niestety o ciężkiej i niemiłej przeszłości. Na domiar
złego, jeden z najgroźniejszych bandytów - Pearly - delikatnie
mówiąc, chce go zabić za zdradę jakiej się dopuścił Peter
Lake. Była to według mnie zdrada konieczna i wręcz słuszna.
Właśnie wtedy, gdy kolejny raz uciekał przed całym gangiem, a
jego szanse na ucieczkę były nikłe, natrafił na konia. Właśnie,
na naszego pięknego białego konia, który z ciekawością patrzył
na przebieg sytuacji. Mężczyzna bez sił i tracąc równowagę,
poślizgnął się i upadł. Gdyby nie zauważył zwierzaka, które
spoglądało zza szopy i nie krzyknął do niego z błaganiem, by go
ratował, wszystko potoczyłoby się inaczej. Koń podbiegł do niego
i schylając się szybko, dał wsiąść całkowicie nieznanemu sobie
człowiekowi, ruszając przed siebie niczym zgrany zespół. Peter
niestety nie ma stałego zamieszkania, jak również nie ma zawodu.
No chyba, że ktoś uznaje kradzieże i włamania za zawód. Akcja
toczy się dalej i co najdziwniejsze, mimo że będę się starała
zaspojlerować jak najmniej, to opis, który umieszczony jest z tyłu
książki według mnie za dużo mówi -.- i trochę się tym
wkurzyłam, gdyż od razu wiedziało się, jak się to skończy. No
ale mniejsza o to. Nasz bohater chce się włamać do kolejnego domu,
a na jego celowniku pojawia się wielka rezydencja Pennów, bogatej
lecz nie szczycącej się tym rodziny. Jak co roku, na święta,
wyjeżdżają do małej wioski, do domu nad jeziorem, pozostawiając
swoją rezydencję pustą. Oczywiście, Peter skorzystał z tej
okazji i w końcu, jakimś cudem przebijając się przez
zabezpieczenia, wchodzi do wnętrza budynku. Jak się okazało dom
nie był pusty... A w środku znajdowała się córka Pennów, która
z powodu swojej choroby postanowiła nie wyjeżdżać, by bardziej
nie narażać swojego zdrowia. Tak oto się poznają. Ona nie krzyczy
z przerażenia, że to włamywacz... On rezygnuje z kradzieży. W ten
właśnie sposób to wszystko się zaczyna, a na imię było jej
Beverly Penn.
No cóż, wiele się
wydarzy jeszcze między naszymi bohaterami. Natomiast zakończenie
pierwszej księgi całkowicie mnie zaskoczyło i no cóż...
Zawiodło. Było to dla mnie zbyt niewyjaśnione. Na dodatek, nie
dostajemy odpowiedzi na pytania od razu, tylko dochodzą kolejne w
drugiej księdze, która według mnie jest głównie zapoznawcza z
nowymi bohaterami. Na szczęście moje negatywne uczucia rozwiały
się wraz z zakończeniem drugiej księgi, więc wy również nie
zrażajcie się i czytajcie dalej, bo jest warto. Jak cała opowieść
się skończy? Nie wiem, lecz jestem pewna że jak w końcu ją
skończę, dopiszę mała wzmiankę na temat zakończenia. Czasem
denerwowało mnie przeciąganie akcji, przez opisy, lecz według mnie
jest warto. Co do bohaterów, każdy ma własne cechy, w czym innym
się wyróżnia i według nie było postaci która by mnie jakoś
szczególnie wkurzała lub irytowała. Oczywiście są i dobrzy i
źli, lecz nie są puści, nie czynią niczego bez celu i nie poddają
się od razu.
Na zakończenie dodam, że
jest to bardzo czasochłonna książka, lecz pięknie przedstawiająca
miłość która nie mija tak łatwo, zaufanie, zdrady i chęć
dążenia do lepszego świata.

bardzo fajnie to odpisałaś :)
OdpowiedzUsuńobserwujemy?
ewamaliszewskaoff.blogspot.com
Wygląda fajnie, ale chyba książka nie dla mnie :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie!
Nie czytałam tej książki ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie :)
www.greenpinkandcafe.blogspot.com
Strasznie ciekawi mnie ta książka, ale ciągle tylko słyszę, że ciężko się ją czyta i odechciewa mi się za nią zabrać. Może w końcu się skuszę, zobaczymy ^^ Z tego co napisałaś, to wydaje się być piękna~
OdpowiedzUsuń